Uzależnienie od IRC
To właśnie koncentracja i własny wkład w rozwój sytuacji powodują, że naprawdę trudno oderwać się od IRC...
World-Wide Web liczy sobie dziś już zapewne dzisiątki milionów stron - dokumentów World-Wie Web rozsianych po całym globie. Nowe dokumenty, nowe serwery, nowe internetowe serwisy pojawiają się już nawet nie każdego dnia, ale każdej godziny. Ile jest jednak w nich treści?
Spora część World-Wide Web to listy odnośników, strony pełne odnośników dotyczących różnych spraw. Sa to rozmaite Ciekawe miejsca, Najlepsze miejsca w Internecie, samozwańcze katalogi internetowe nie obejmujące nawet jednego promila zasobów sieci. Każda niemal własna strona użytkownika internetu zawiera listę ciekawych miejsc - listę serwisów internetowych, które dana osoba uznaje za najciekawsze, najbardziej godne uwagi, godne polecenia. Można pójść nawet dalej - listy te zawierają z kolei odnośniki do innych list. Można więc podróżować tak godzinami po sieci nie natrafiając na realną informację na dany temat, ale tylko odczytując kolejne drogowskazy. To tak, jakby program telewizyjny składał się z samych zapowiedzi programów; tak, jakby pytać się o drogę tuzina napotkanych ludzi, którzy kierują zaledwie o krok dalej, gdzie znów trzeba się kogoś spytać...
Może nie byłoby tak źle, gdyby to wszystko działało jak należy. Jednak wiele z tych list w realnym świecie pokryłoby się już grubą warstwą kurzu, są bowiem tak nieaktualne i nietrafne przez to. Często autor nie zadaje sobie trudu, by sprawdzić, czy zapisany przez niego odnośnik jeszcze istnieje i trafia się z takiej listy prosto w nicość – zamiast wymarzonej strony na komunikat błędu typu "ten dokument już nie istnieje".
Są tacy, którzy podejrzewają, że list ciekawych miejsc jest więcej niż samych tych miejsc. Jest to może zbyt pesymistyczne podejście... ale coś w tym jest. Sytuacji wcale nie ułatwiają narzędzia internetowe, które mają ją ułatwić - katalogi zasobów takie jak Yahoo czy wyszukiwarki a la AltaVista. Gdy próbuje się znaleźć coś przy pomocy wyszukiwarki dostaje się zwykle więcej szumu niż informacji, więcej ledwie wspomnień o danym temacie niż jego rozwinięcie.
Jakie jest na to lekarstwo? Ktoś poradził: gdy traficie w Internecie na ciekawą stronę, to NIE dodawajcie je do swojego zestawu ciekawych miejsc. Zingorujecie ją. Zapamietajcie. Zapiszcie w kalendarzyku. Jest to rada z rodzaju: nie kochajcie się, to nie będziecie chorzy na AIDS - może w pewnym stopniu skuteczna, ale bezsensowna i budząca sprzeciw. Kto posłucha takiej rady, ograniczającej jego wolność osobistą i radosną twórczość w Internecie? Niewielu.
Może coś innego? Może trzeba wynaleźć kolejne polecenie HTML, kolejny hateemelowy tag, który bedzie rozróżniał strony zawierające treść od tych tylko z odnośnikami? Coś w rodzaju <content="real content">, <content="links"> i będziemy mogli poinformować wyszukiwarki, że chcemy tylko treści, a nie odnośników? Może ktoś powinien napisać list do Tima Bernera-Lee i powiedzieć mu o tym?
Może wtedy uda się uratować się przed powodzią odnośników, która gubi to, w czym miała pomóc: w odnalezieniu interesującej treści w wielkim światowym globalnym rozwijąjącym się z szybkością węża opasującego świat Internecie...?
8 września 1997
› Chronić dzieci korzystające z Internetu (18 lutego 2005)
› Atrakcyjność wirtualnych pogawędek (15 czerwca 2003)
› Kongres USA o dziecięcej pornografii (13 marca 2003)
› Uzależnienie od IRC (29 stycznia 2003)
› Nastoletnie dziewczynki podatne na cyberschizofrenię (17 grudnia 2002)
› Zagrożenie wykluczeniem informacyjnym poza światowy obieg (12 października 2002)
› Internet pomocny w podejmowaniu ważnych decyzji (20 maja 2002)
› Łodzcy uczniowie uzależnieni od Internetu (26 marca 2002)
› Internet wyzwaniem dla Kościoła (28 stycznia 2002)
› Owocne kontakty towarzyskie w Internecie (26 października 2001)