Szukają w Google i Yahoo
Blisko jedna trzecia angielskojęzycznych użytkowników Internetu na świecie wykorzystuje serwis Google do wyszukiwania informacji.
Wraz z rozwojem Internetu - podobnie jak wcześniej po pojawieniu się magnetowidu - pojawiają się pytania, jak mają być traktowane materiały obsceniczne (obscene) i dostęp do nich.
Sąd Najwyższy USA zdecydował 21 czerwca 1973 w sprawie Miller przeciwko Kalifornii, że społeczności mają prawo stosować lokalne standardy podczas decyzji, co jest uważane za materiały obsceniczne. Było to jednak za czasów, gdy większość pornografii można było kupić w sex shopach albo zobaczyć w kinach dla dorosłych, a społeczność była głównie definiowana na podstawie kryteriów geograficznych.
Dziś - ponad trzydzieści lat później - Internet, kablowa i satelitarna telewizja pozwalają mieć dostęp do pornografii w zaciszu domowym, bez wpływu na społeczność dookoła domu czy na odczucia ludzi, którzy żyją w sąsiedztwie. Rozumienie społeczności zmieniło się dzięki światowemu zasięgowi World Wide Web.
Czy więc do sprzedaży filmów z pornografią przez Internet można stosować dawne zasady dotyczące tego, co ma być uważane za materiały obsceniczne i jak z nimi postępować? Czy jeśli coś jest przegrywane z serwera internetowego na domowy komputer... kto ma prawo decydować o tym, co może się znaleźć po obu stronach tego połączenia?
Można zrozumieć, że - szczególnie w małym miasteczku czy na sennych przedmieściach metropolii - sklep z pornografią czy kino wyświetlające filmy dla dorosłych mogą budzić zgorszenie. Kolorowy magazyn wystawiony w kiosku będzie miał ten sam efekt. Jednak trudno to zrozumieć w stosunku do Internetu.
W swym orzeczeniu Sąd Najwyższy stwierdził: "Dla wielu Pieśń nad pieśniami to materiał obsceniczny". Czy to więc znaczy, że nie można opublikować Biblii w Internecie czy może tylko usunąć z niej ten fragment? Może wystarczy po prostu nie zaglądać w te zakątki Internetu, gdzie można znaleźć pornografię?
Na podstawie: Jeordan Legon, Web challenges traditional obscenity standard, CNN.com, 11 grudnia 2003.
Stron z pornografią nie da się usunąć z Internetu. Można je oddzielić od pozostałej zawartości, tak, by nie trafić na nie przypadkiem. Ale pójść dalej - to w rzeczywistości krok w stronę policji myśli znanej z literackich anytutopii. Internet nie jest małym miasteczkiem, ma więcej niż jedną ulicę i... można ciągle mieć nadzieję... społeczność, która to rozumie.
19 lutego 2005
› Od sex shopu do strony z pornografią (19 lutego 2005)
› Jak być przekonujacą nastolatką... (5 czerwca 2003)
› Blog na sali sądowej (14 stycznia 2003)
› Niepełnoletni bez internetowych randek (2 stycznia 2003)
› By lepiej walczyć z dziecięcą pornografią (9 grudnia 2002)
› Śruby i wiertła z internetowych aukcji (27 listopada 2002)
› Ukrócić piractwo u podstaw! (16 listopada 2002)
› Czy winne są pirackie MP3? (4 listopada 2002)
› Monitoring artykułów a prawo autorskie (24 maja 2002)
› Przez Internet do córki (14 maja 2002)