Altamagusta| Demopol| Blogosfery
Nowości|Chronologicznie|Panorama|O Winter.pl
Winter.pl> Panorama> Rząd wobec Internetu
Wyszukiwanie
Polecane
Listy dyskusyjne i zmiana żarówki Wiek informacji Organizacje tracą wiedzę Pomiędzy własnym a cudzym

Wersja do wydruku :-)

Internetowa demokracja

Szukają w Google i Yahoo
Blisko jedna trzecia angielskojęzycznych użytkowników Internetu na świecie wykorzystuje serwis Google do wyszukiwania informacji.

Przemiany polityczne i gospodarcze w Polsce po 1989 roku pozwoliły na swobodny i szybki rozwój Internetu.

Obecna sytuacja polityczna i ekonomiczna w Polsce sprzyja dalszemu rozwojowi Internetu, rozumianemu jako powiększanie się jego infrastruktury, zwiększanie się liczby jego użytkowników i dostępnych w nim źródeł informacji. Sprzyja temu umacnianie się demokracji, rozwój prywatnego sektora gospodarki. Istotnym czynnikiem są inwestycje zagraniczne i działalność międzynarodowych korporacji informatycznych, przynoszących doświadczenie i wiedzę techniczną. Technologie internetowe są używane w procesie informatyzacji polskich firm.

W ciągu najbliższych pięciu lat liczba użytkowników Internetu w Polsce będzie zwiększała się, do kilku milionów do końca dwudziestego wieku. Sprzyjać temu mogą plany znacznego wzrostu liczby telefonów w Polsce - jako że telefon stanowi dziś najpopularniejszy sposób podłączenia do sieci - oraz planowane udostępnienie Internetu przez telewizje kablowe, mające w Polsce ponad pół miliona odbiorców.

W świecie demokratycznym istnieją ogromne możliwości wolności wypowiedzi, szerokiego wyboru źródeł informacji i swobody publikacji, ograniczane tylko przez uwarunkowania rynkowe. Polska doświadczyła tego po roku 1989, budując wolne środki przekazu i rynek konkurujących ze sobą sił politycznych. W Internecie istnieją spore możliwości techniczne dla urzeczywistnienia tych postulatów. Niewielkie są przy tym koszty publikacji informacji, w porównaniu z prasą, książką czy telewizją.

Swoboda publikacji jest realizowana między innymi na stronach World Wide Web, tworzonych przez osoby prywatne i organizacje. Nawet pojedyncze osoby mogą na nich publikować swoje manifesty, przedstawiać społeczności internetowej swój punkt widzenia, doświadczenia życiowe, zgromadzone materiały. Partie polityczne przedstawiają swoją ocenę sytuacji w kraju, roztaczają wizję koniecznych zmian. Instytucje rządowe zdają relację ze swoich działań, prezentują akty prawne, poczynając od niedawno uchwalonej konstytucji. W Polsce istnieje, według różnych szacunków, 1-1.5 mln takich stron na ponad pięciu tysiącach serwerów.

Mieszkaniec Polski wchodząc do kiosku ma przed sobą dziesiątki gazet o różnym spojrzeniu na rzeczywistość. Podobnie polski użytkownik Internetu ma dziś szeroki wybór źródeł informacji. Może zapoznać się z internetowymi wydaniami znanych polskich gazet, takich jak Gazeta Wyborcza czy Rzeczpospolita, a także z magazynami tworzonymi przez użytkowników Internetu.

Czy Internet może stać się w przyszłości narzędziem demokracji wystarczającym, by konkurować z urną wyborczą? Słowem - czy głosowanie nad wyborem parlamentu czy prezydenta mogłoby odbyć się w Internecie?

Dziś nie jest to jeszcze możliwe, z dwóch powodów. Po pierwsze, Internet ma jeszcze za mało użytkowników w stosunku do liczby aktywnych wyborców, to jest tych, którzy nie tylko mają prawo wyborcze, ale i z niego korzystaja. Po drugie - oddanie głosu w Internecie nie jest dziś jeszcze tak wiarygodne jak pojawienie się osobiście nad urną. Ale obie te przeszkody będą z czasem przezwyciężone.

Frekwencja wyborcza będzie z czasem spadać, nawet poniżej czwartej części uprawnionych do głosowania, co daje od pięciu do siedmiu milionów aktywnych wyborców na początku przyszłego wieku. W ciągu najwyżej trzech lat liczba użytkowników osiągnie ten sam pułap. Te dwie grupy nie pokrywają się oczywiście w pełni, ale i tak w roku 2002 można by było liczyć na powiedzmy trzy miliony chętnych do oddania głosu przez Internet.

Natomiast to, że głos oddany przez Internet będzie za kilka lat równie wiarygodny jak ten na karcie wrzuconej do urny, jest niemal pewne. Zadba o to rozwój elektronicznych środków płatniczych, płatności kartami kredytowymi i "wirtualnymi pieniędzmi", gdzie istotna jest poprawna i pewna identyfikacja płacącego. Te same mechanizmy i zbiory danych mogą być wykorzystane w głosowaniach.

Jarosław Zieliński

12 lipca 1998


Rząd wobec Internetu

Informacja może być niebezpieczna (31 marca 2008)

Niechciane przez posłów listy elektroniczne (12 października 2004)

Spojrzenie na Kubę przez Internet (20 marca 2003)

Mniej Internetu przed wojną z Irakiem (13 marca 2003)

Brytyjczycy niechętnie na strony rządowe (3 stycznia 2003)

Propaganda terrorystów w Internecie (13 grudnia 2002)

Strony rządowe w Web Inn (12 grudnia 2002)

Wykorzystać Internet nie rezygnując z cenzury (4 grudnia 2002)

Saddam Husajn nie odbiera poczty... (18 listopada 2002)

Kiedy e-Brytania? (14 listopada 2002)