Szukają w Google i Yahoo
Blisko jedna trzecia angielskojęzycznych użytkowników Internetu na świecie wykorzystuje serwis Google do wyszukiwania informacji.
Firmy w ramach swych działań public realations stosują monitoring informacji prasowych, radiowych czy telewizyjnych (a także coraz częściej - Internetu). Czy w trakcie procesu gromadzenia i przetwarzania informacji prasowych, jak również ich wykorzystania nie dochodzi do naruszenia przepisów prawa, a zwłaszcza ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych?
Monitoring taki wygląda zwykle następujaco: firma zainteresowana określonym rodzajem wiadomości prasowych na swój temat zleca agencji PR monitoring informacji. Agencja sporządza wykaz tytułów prasowych, w których pojawiają się informacje o działalności firmy wraz z fragmentami artykułów, a nawet całymi artykułami, a następnie dostarcza takie dane zleceniodawcy.
Prawo autorskie nie chroni wszystkich informacji prasowych, ale tylko te, które spełniają wymóg minimalnego stopnia twórczości. Nie obejmuje prostych informacji prasowych - na przykład kroniki wypadków, notowań giełdowych i walutowych, komunikatów i prognoz pogody czy sondażowych wypowiedzi czytelników lub słuchaczy. Jednak niemal na pewno w typowym wykazie artykułów o danej firmie znajdą się równiez dłuższe, twórcze artykuły takie jak analizy czy felietony.
Problem ten rozważa Arkadiusz Michalak w swym artykule Przeczytać przed skserowaniem. Analizuje on trzy sytuacje zachodzące podczas monitoringu informacji prasowych - sporządzanie listy monitorowanych tytułów prasowych, dokumentu zawierającego utwory prasowe w całości oraz dokumentu z fragmentami utworów prasowych.
Ocenia, że "wykaz tytułów prasowych, jeśli nie jest jakimś nietypowym schematem, nie podlega autorskiej ochronie, tak jak nie korzystają z niej na przykład książki telefoniczne czy bibliografie". Będzie z końcem 2002 roku podlegać ochronie na podstawie ustawy o ochronie baz danych. Jednak nie ma to w analizowanej sytuacji znaczenia, jako że listę sporzadza agencja PR i otrzymuje za nia pieniądze na podstawie umowy; być może tylko ta umowa będzie musiała zostać rozszerzona o klauzulę dotyczącą praw autorskich.
Co do wykorzystania wykorzystania całych utworów prasowych i przesłania ich przez agencję do klienta to Michalak wskazuje, że jest to naruszenie prawa autorskiego. Nie można też zastosować tu raczej przepisów o dozwolonym użytku prywatnym (które interpretowane są tak, że na przykład lekarz może sporzadzić odbitkę z fachowego czasopisma, którą wykorzystuje do celów zawodowych. a udostępnia najwyżej rodzinie i przyjaciołom). "Czym innym jest bowiem wykorzystanie własnego egzemplarza i sporządzenie odbitki dla siebie, a czym innym komercyjne, a przez to masowe korzystanie z cudzego utworu." - stwierdza.
Prawo autorskie nie chroni fragmentów utworów. Czy można je jednak wykorzystać w celach komercyjnych? Może jako księgę cytatów? Michalak ocenia, że takiej księdze przygotowywanej przez agencje PR brak elementu twórczego. Czy jednak księga przygotowywana przez specjalistę od public relations w firmie, z domieszka subiektywnego wyboru i komentarza, mogłaby spełniać wymogi prawa autorskiego?
Żródło: Arkadiusz Michalak, Przeczytać przed skserowaniem, Rzeczpospolita, 24 maja 2002.
24 maja 2002
› Od sex shopu do strony z pornografią (19 lutego 2005)
› Jak być przekonujacą nastolatką... (5 czerwca 2003)
› Blog na sali sądowej (14 stycznia 2003)
› Niepełnoletni bez internetowych randek (2 stycznia 2003)
› By lepiej walczyć z dziecięcą pornografią (9 grudnia 2002)
› Śruby i wiertła z internetowych aukcji (27 listopada 2002)
› Ukrócić piractwo u podstaw! (16 listopada 2002)
› Czy winne są pirackie MP3? (4 listopada 2002)
› Monitoring artykułów a prawo autorskie (24 maja 2002)
› Przez Internet do córki (14 maja 2002)