Altamagusta| Demopol| Blogosfery
Nowości|Chronologicznie|Panorama|O Winter.pl
Winter.pl> Panorama> Internet
Wyszukiwanie
Polecane
Listy dyskusyjne i zmiana żarówki Wiek informacji Organizacje tracą wiedzę Pomiędzy własnym a cudzym

Wersja do wydruku :-)

Nierozważnie o Internet Explorer

Szukają w Google i Yahoo
Blisko jedna trzecia angielskojęzycznych użytkowników Internetu na świecie wykorzystuje serwis Google do wyszukiwania informacji.

Wpadła mi niedawno w ręce książeczka Krzysztofa Golachowskiego Microsoft Internet Explorer 2.0 PL dla Windows 95, wydana przez Wydawnictwo Lupus. Sam fakt pojawienia się książki o w miarę aktualnej wersji przeglądarki jest bardzo interesujący. Co jednak daje sama książka oprócz aktualności?

We wstępie autor pisze o przeglądarce Microsoftu: "jej ogromne możliwości stawiają ją na czołowym miejscu, wśród wielu tego typu programów". Czy jest to prawda, czy nie, mogą rozstrzygnąć tylko użytkownicy Internetu – wystarczy sprawdzić statystyki serwerów czy wyniki ankiet jako to jest z tym "czołowym miejscem" w sensie popularności, a porównania w fachowej prasie wystarczą, by ocenić, jak to jest z przewagą techniczną. Ale samo stwierdzenie jest jakby żywcem wyjęte z kiepsko tłumaczonych ulotek reklamowych.

Po wstepie przechodzimy do rozdziału pierwszego, traktującego o instalacji programu i uzyskaniu dostępu do Internetu. Zajmuje on dwie strony i pozbawiony jest ilustracji. Ja akurat lubię obrazki w książkach komputerowych, a szczególnie zrzuty ekranu, bo dzęki temu można lepiej zrozumieć i zapamiętać cały opisywany proces. Dostęp do Internetu przez modem został opisany z przykładem bardzo konkretnym – Telekomunikacji Polskiej, co ociera się trochę o kryptoreklamę (a wydaje mi się, że akurat Telekomunikacja reklamy nie potrzebuje). Punkt o dostępie do Internetu przez lokalną sieć komputerową jest morderczo krótki i sprowadza się do tego, że o wszystko nalezy pytać własnego administratora, co jest oczywiście generalnie słuszne, ale niekoniecznie wystarczające. Zabrakło mi tutaj na przykład stwierdzenia, że potrzebny jest protokół TCP/IP, trzeba go odpowiednio zainstalować i jak ważny jest numer IP.

Nastepne dwa rozdziały zajmują się korzystaniem z programu. Są one nieźle przygotowane i chyba dość pomocne użytkownikowi przeglądarki w zorientowaniu się, jak można z niej korzystać. Czyta się ich treść dobrze, niestety wychodzą przy tym pewne irytujące rzeczy, jeśli chodzi o skład – ale o tym później.

Ostatni rozdział zajmujący się samą przeglądarką mówi o konfiguracji programu. Poza drobnym kiksem, że "średniej wielkosci obrazek może zajmować nawet ponad 100 KB" (już widzę co większych fantatyków internetowych z rozkoszą rzucających się na to stwierdzenie) dość krótko i treściwie opowiada on o tym, co można przestawić w przeglądarce by było lepiej albo przyjemniej.

Do tej pory treść, wraz ze stronami tytułowymi, zajmuje osiemnaście stron, nic więc dziwnego, że autor zdecydował się coś jeszcze dopisać. Zajmujemy się teraz tematami bardziej ogólnymi, zaczynając od wyszukiwania informacji w World-Wide Web. Jest to bardzo ciekawy temat i bardzo mi bliski, więc tym bardziej żałuję, że został potraktowany bardzo pobieżnie. Autor pisze tu o "szperaczach" internetowych, nie rozróżniając usług wyszukiwawczych (takich jak AltaVista) i katalogów (takich jak Yahoo czy WOW!), a jest między nimi naprawdę istotna różnica. Pisze, że najbardziej popularnym "szperaczem" jest AltaVista, ale zrzut ekranu jest z Lycos. Nie wspomina o polskich katalogach, co pozwala snuć bardzo brzydkie podejrzenia na temat rzeczywistej aktualności tej książki. Wreszcie – nie mówi nic o opcjach wyszukiwania, o zaklęciach takich jak AND czy NEAR, wydatnie ułatwiających nam wyszukiwanie informacji w Internecie.

Od wyszukiwania przechodzimy do tworzenia stron World-Wide Web. Jest to dwustronnicowy fragmencik dający dość ogólny obraz tego, czym jest HTML, tego, że niektóre polecenia są wyświetlane tylko przez niektóre przeglądarki (to najcelniejszy chyba fragment całej książki – poważnie). Trudno wyczuć, dlaczego na przykładowej stronie są dwa polecenia i dlaczego autor nie objaśnił znaczenia choć tych paru poleceń, które zastosował, a tylko odsyła nas do kursu HTML Wydawnictwa Lupus.

Następny, siódmy, rozdział jest o Javie i tu nareszcie wiemy trochę więcej, jak to jest z tą aktualnością – popatrzmy na ten fragment: "od kilku miesięcy słowo JAVA jest na ustach wszystkich internautów". Rozdział ten zajmuje około 1/3 strony, a najważniejszym jego stwierdzeniem jest to, że Internet Explorer 2.0 nie potrafi odczytywać programów napisanych w Javie, ale za to następna wersja 3.0 już będzie mogła.

Dalej mamy jeszcze o domenach, adresach pocztowych, ciekawe adresy internetowe (tylko kilkanaście, w tym sporo z Lupusa) i słowniczek. Całość, nie licząc okładki, ma trzydzieści dwie strony. Do książki dołączona jest dyskietka z samym programem Internet Explorer.

Nie ma co się rozwodzić nad tym, czego w tej książce nie ma, mówić o rzeczach takich jak wyjaśnienia, czym jest Internet i World-Wide Web, co to są odnośniki, dokumenty, strony, pliki HTML, serwery i tak dalej. Zabrakło mi czegoś innego: objaśnienia, czym jest Internet Explorer, dlaczego jest lepszy od innych przeglądarek, czy warto go zainstalować na przykład w banku na tysiącu stanowisk komputerowych i dlaczego, czyli generalne jakiejś próby udowodnienia tezy postawionej na początku. Czytelnik, który sięga po ową książkę, niekoniecznie musi używać Internet Explorer, może, tak jak ja, na co dzień używać Netscape Navigator, a tylko czasem inne przeglądarki i być może chciałby się dowiedzieć, czy warto zainteresować się tym programem.

Sądzę, że ta książka to dobry pomysł, tyle że nie przemyślany do końca. Może materiał tu zgromadzony obroniłby się jako seria artykułów w PC Kurierze albo strona internetowa, ale nie ma tej szansy jako książka.

Hm, miałem jeszcze wspomnieć o składzie. To jest tak: mały podstawowy krój pisma, ogromne tytuły rozdziałów i punktów, wycentrowane tytuły w numeracji "prawniczej" (1.1.1 i tak dalej), puste miejsca na końcach każdego z rodziałów (co daje ponad 5 straconych stron na 32!), zrzuty ekranu bardzo duże w stosunku do reszty, tak powstawiane, ze czasem znów mamy puste miejsca na dole stron. Są układy graficzne, które mogą się podobać i te, które się niektórym nie podobają, ale ten akurat wydaje się zupełnie bez koncepcji. Ja akurat mam estetyczne podejście do wielu rzeczy, między innymi układu książki, którą czytam, więc taki skład trochę mi przeszkadza w lekturze, a to jest ostatnia rzecz, jaką powinien robić.

Cały ten mój tekst nie jest formalną recenzją, bo taka musiałaby zakończyć się tragicznie dla książki, a tylko zbiorem luźnych uwag. Kiedyś miałem zamiar napisać książkę o Netscape Navigator i sporo zastanawiałem się nad tym, co powinno się w niej znaleźć. Książka o Internet Explorer jest poważnym ostrzeżeniem dla mnie i dla autorów podobnych dzieł, jak nie należy pewnych rzeczy robić, ale też interesującym przykładem, jak można podejść do opisu internetowej przeglądarki.

Jarosław Zieliński

13 września 1996


Internet

Cały ruch w sieci jest przyjazny (14 kwietnia 2006)

Google w twoim kalendarzu (14 kwietnia 2006)

Południowokoreańskie plany szerokopasmowe (9 listopada 2002)

Kursy MIT dostępne w Internecie (24 września 2002)

Krach internetowego marzenia? (18 lipca 2002)

Dla strony ważna osobista rekomendacja (10 maja 2002)

Ile jest domen internetowych na świecie? (1 maja 2002)

Dostęp do poczty z każdego miejsca na świecie (17 kwietnia 2002)

Najlepsze światowe usługi wyszukiwawcze (29 marca 2002)

Bezpośrednia nawigacja wygrywa z wyszukiwarkami (14 lutego 2002)