Wielu użytkowników komputerów narzeka na to, co przezwano bloatware ("rozdęte" programy) - programy, których wersje zajmują oraz więcej miejsca na dysku komputera, potrzebują coraz więcej pamięci i mocy procesora do sprawnego działania, mają niewielkie ale uciążliwe zmiany w formatach plików, w jakich zapisują informacje.
Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest, jak wskazuje Edward Henning, dziennikarz PC Magazine, podejście które określa on jako check box approach (dosłownie "odznaczanie kolejnych punktów na liście"), tworzenie i rozwijanie programów i produktów sprzętowych tylko dlatego, że inne, konkurencyjne firmy także je mają. Pewną rolę może mieć ocenianie produktów komputerowych przez porównywanie ich suchych parametrów technicznych, listy możliwości, a nie takich aspektów jak użyteczność czy łatwość korzystania z nich. Tak więc inni producenci widzą przede wszystkim listę rzeczy, które trzeba umieścić w następnej wersji ich programu, rozbudowując go w kierunku nie zawsze istotnym dla większości użytkowików.
Programy mają pomagać w wykonaniu pewnych zadań, stwierdza Henning, i czynić to w najłatwiejszy i najkrótszy sposób. Mają być użyteczne, a nie po prostu umieć robić wiele rzeczy. A nawet, jak się okazuje, owe rozdęte poleceniami i opcjami programy przeszkadzają w szybkim zakończeniu danego zadania, utrudniając przy tym zrozumienie tego, jak funkcjonują.
Nie jest oczywiście zbyt prawdopodobne, by programy przestały się rozwijać, by przestano dodawać do nich nową funkcjonalność. Pojawiają się nowe koncepcje zastosowań informatycznych, takie jak praca zespołowa nad dokumentami, których wprowadzanie w życie niejako wymusza ciągłe zmiany.
Jednak konieczny wydaje się tu pewien umiar, zastanowienie nad tym, jakie czynności będą wykonywane najczęściej przy pomocy danego programu. Może te rzadsze i bardziej specjalistyczne warto umieścić w innym programie? A może warto je ukryć głębiej, tak by po uruchomieniu programu ukazywały się najważniejsze narzędzia? Dotyczy to również sprzętu posiłkującego się programami, takiego jak aparaty cyfrowe czy nagrywarki CD/DVD.
Dzisiejszy użytkownik używa swój komputer do coraz większej ilości prac; posługuje się wieloma programami. Doceni on w nich raczej funkcjonalność i prostotę, a nie długą listę ich potencjalnych możliwości. W końcu, choć ceni on sobie szwajcarski scyzoryk, to poza nim pewnie ma jeszcze sporo innych narzędzi...
Źródło: Edward Henning, Ticked off, PC Magazine, styczeń 1998.
Jarosław Zieliński, Zbyt wiele też szkodzi, Winter.pl, 12 stycznia 2005