Interesującym elementem komunikacji politycznej jest humor polityczny, na który składają się zarówno opowiadane na ulicy czy w salonach dowcipy, jak i audycje satyryczne, piosenki, artykuły w pismach rozrywkowych.
Polacy opowiadają dowcipy o przywódcach partii politycznych, prezydentach, prowadzeniu polityki, komentując przywary polityków i sposób ich działania: "Pod jaki hasłem prezydent Wałęsa prowadził swoją zwycięską kampanię wyborczą? Nie chcę, ale muszę... A pod jakim hasłem prowadził ostatnią? Chcem ale nie mogem" ...czy oceniając polityczne zdarzenia: "Dlaczego Wałęsa przegrał w ostatnich wyborach prezydenckich? Bo wszyscy myśleli że wygra, więc głosowali na Kwaśniewskiego."
Także i politycy potrafią żartować i to zupełnie przekonywująco. Okazją do tego może być Prima Aprilis. Lech Falandysz, prawnik i minister w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy wspomina: "Sam zrobiłem udany, publiczny żart w telewizyjnej Panoramie 1 kwietnia przed wyborami prezydenckimi. Ogłosiłem, że będę kandydował. Wymyśliłem nawet hasło: Na kłopoty... Falandysz. Wielu ludzi uwierzyło, otrzymałem parę listów popierających, a pewna znana dziennikarka powiedziała, że chętnie pracowałaby w moim sztabie wyborczym".
Humor polityczny nie jest jednak sprawą prostą, jednoznaczną. “Poczucie humoru jest zależne od opcji politycznej, a dowcip z prasy lewicowej wydrukowany w gazecie prawicy zostałby prawdopodobnie odebrany na poważnie i vice versa. Trudno, żeby było zresztą inaczej, skoro nawet takie same słowa używane są w nich w innym sensie i znaczą co innego”, pisze o humorze politycznym Michał Ogórek, jeden z najbardziej znanych satyryków politycznych, autor między innymi cyklu Ogórek na niedzielę, ukazującego się w sobotnio-niedzielnym wydaniu Gazety Wyborczej. I dodaje: "Najlepszy żart primaaprilisowy jest w rękach drukarzy: wystarczyłoby zamienić strony Gazety Wyborczej i Naszego Dziennika i czytelnicy obu pękliby ze śmiechu".
Dowcipowi politycznemu i satyrze nie bardzo sprzyja demokracja; znacznie lepiej miały się w okresie PRL. Pojawiało się wtedy wiele dowcipów politycznych nawiązujących do sytuacji w kraju i naszych wschodnich sąsiadów. "Moim zdaniem głównym mordercą dowcipu jest wolność słowa. Niegdyś wystarczyło zaciągnąć z rosyjska i już cała sala turlała się ze śmiechu, albo miną dać coś do zrozumienia i już było zabawne" - ocenia Jerzy Urban. Pojawienie się różnych opcji politycznych sprawia, że trudno jest przygotować program satyryczny, który zadowoli widownię.
Jarosław Zieliński, Humor polityczny, Winter.pl, 21 lipca 1998