Jednym ze sposobów zamanifestowania swojego stosunku to działań politycznych i polityków jest język, jakiego używają środki przekazu i sami politycy, a za nimi - społeczeństwo. Powstają nowe terminy, a istniejące już słowa nabierają nowych znaczeń. Często to samo zjawisko jest nazywane inaczej przez dwie strony politycznego konfliktu.
Bardzo typowym przykładem tego zjawiska jest para przymiotników "radziecki"/"sowiecki" i związków wyrazowych z ich użyciem. Słowa te są głęboko osadzone w propagandzie komunistycznej czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i antykomunistycznej – emigracji i opozycji. “Jeżeli ktoś opowiada się za przymiotnikiem radziecki, równocześnie opowiada się za komunizmem i sowiecka okupacja” – napisał uczestnik jednej z internetowych dyskusji politycznych.
Znanym przykładem takiego "politycznego" wkładu w język jest eponim “falandyzacja" albo "falandyzacja prawa", który oznacza “usprawiedliwienie instytucji, organu władzy z postępowania na wpół legalnego bądź nielegalnego, bezprawnego bądź na granicy prawa, przez ich rzecznika lub innego urzędnika, przy użyciu chwytów, wybiegów i kruczków prawnych w myśl zasady, że skuteczność jest ponad prawem i dla osiągnięcia celów politycznych nieprzestrzeganie prawa nie jest przeszkodą", jak definiuje ów termin Władysław Kopaliński. Określenie to wprowadziła do języka politycznego dziennikarka Gazety Wyborczej Ewa Milewicz, a pochodzi od nazwiska profesora prawa karnego Lecha Falandysza, który w latach 1992-95 był zastępcą szefa kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy i okazał znaczną biegłość w stosowaniu tych manewrów, jak pisze Kopaliński. Podczas kampanii na rzecz reformy administracyjnej słyszało się o "kuleszyzacji" kraju, od nazwiska Kuleszy, pełnomocnika rządu Jerzego Buzka do spraw reformy.
Jeśli usłyszy się określenia "dekomunizacja". "postkomunizm", "porządek postkomunistyczny", to można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że mamy do czynienia z sympatykiem partii prawicowych – Ligi Republikańskiej, AWS, ROP. W kręgach liberalnych określenie "Polak-patriota" pojawia się w celach prześmiewczych, a gazetach prawicowych – jako poważny komplement.
Język polityczny jest współtworzony przez dziennikarzy i polityków, zwłaszcza przez dziennikarzy pism silnie politycznych, zaangażowanych po jednej ze stron, jak Trybuna czy Gazeta Polska. Szeroko używa politycznych słów i zwrotów tygodnik Nie, "zaangażowany" język wymieszany z wulgaryzmami jest jednym z najbardziej istotnych elementów strategii tego pisma.
Jarosław Zieliński, Język polityki, Winter.pl, 21 lipca 1998