Powrót do pełnej wersji

Pomiędzy własnym a cudzym

Czy moja strona w Internecie jest chroniona przez prawo autorskie? - można spytać. Tak. Każde oryginalne dzieło jest chronione przez prawo autorskie. Nie jest do tego potrzebne opatrzenie go znakiem copyright czy jakąkolwiek formułką mówiącą o własności.

Ochrona ta oznacza, że nikt nie może używać bez naszego przyzwolenia stworzonych przez nas dokumentów jako swoich własnych: dotyczy to tekstu, grafiki i innych form informacji. Z drugiej strony my również nie możemy tego robić: nie możemy prezentować owoców czyjejś pracy jako swoich i wykorzystywać bez zezwolenia elementów innych stron na swojej. Jednym z największych mitów w cyberprzestrzeni jest "wszystko tu jest za darmo" połączone z niechęcią do wszystkiego, co komercyjne.

Oczywiście rozgraniczenie między własnym a cudzym nie jest bardzo ostre: możemy wykorzystywać drobne fragmenty innych dokumentów na prawach cytatu, w tym również wyniki badań czy analizy opublikowane w sieci. Warto zawsze podawać źródło informacji, szczególnie wtedy, gdy jest to większy fragment: nie jedno zdanie, a kilka akapitów przytoczonych dosłownie. Możemy także wykonać kopię dokumentu do użytku prywatnego, podobnie jak możemy zrobić kserokopię strony podręcznika czy artykułu w gazecie, jeśli będzie to nam potrzebne.

Inne operacje na cudzych pracach, publikowanie ich, a tym bardziej zmienianie ich wyglądu czy zawartości są niedopuszczalne... chyba, że uzyskamy na to zgodę ich autora. Społeczność internetowa jest do tego bardziej skłonna niż wydawcy gazet czy książek, jako że podstawą Internetu jest swobodna wymiana informacji, a wielu autorów publikujących w cyberprzestrzeni chce dotrzeć do jak największej liczby czytelników i może zgodzić się na naszą propozycję. Ale bez zgody – nie warto. Usługi wyszukiwawcze i analizy statystyk serwera dostarczą zaawansowanym użytkownikom Internetu szybko takich informacji, o których nawet Orwellowi się nie śniło. Co bardziej wrażliwi na punkcie swoich publikacji internetowi wydawcy znajdą nas, po czym w najlepszym przypadku zażądają wycofania swoich informacji. W najgorszym - rzecz może skończyć się sprawą sądową i wysokimi odszkodowaniami.

Podobne zasady jak dla dokumentów World-Wide Web obowiązują co do wiadomości w poczcie elektronicznej i głosów w grupach dyskusyjnych, a także "na ukos": nie można publikować bez przyzwolenia w World-Wide Web listów, a w grupach dyskusyjnych zamieszczać dokumentów bez zgody ich autorów. Oczywiście nie dotyczy to listów wysłanych do nas jako autorów stron internetowych: traktowane są one jak "listy do redakcji" i mogą być cytowane, naturalnie z zachowaniem ich formy i podaniem źródła. To już od naszego wyczucia zależy, czy posłużymy się tylko super-pochlebnymi opiniami niby reklamą, czy przyznamy miejsce zarówno krytycznym jak i pozytywnym opiniom.

Trochę więcej praw ma tu część edukacyjna Internetu – często może im ujść na sucho to, na co nie może sobie pozwolić komercyjny serwis. Ale akademiccy i szkolni użytkownicy to także czytelnicy, a internetowy wydawca może nie życzyć sobie, by ktoś inny zyskiwał większą poczytność przy pomocy materiałów opracowanych przez niego. Jedną z najbardziej istotnych rzeczy, które odróżniają serwisy dobre od złych jest przecież liczba łączących się z nimi użytkowników Internetu, a podstawowym atutem w tej rywalizacji jest ciekawa treść.

W Internecie, inaczej niż w realnym świecie papierowych publikacji, często nie jesteśmy zmuszeni do kopiowania materiałów z racji tego, że jest to jedyny sposób korzystania z nich czy zapoznania z nimi kogoś innego. W Internecie zawsze możemy stworzyć odnośnik do strony, którą uważamy za dobrą i wartą polecenia. Niewielkie nawet, ale dobrze przygotowane listy odnośników, opatrzone komentarzem i starannie utrzymywane są bardzo cenną rzeczą, a praca nad nimi zajęciem stokroć lepszym niż polowanie na ciekawe grafiki i teksty, po czym bezprawne umieszczanie ich w swoim zakątku Internetu.

Jarosław Zieliński

Jarosław Zieliński, Pomiędzy własnym a cudzym, Winter.pl, 9 września 1996